...
„Jeszcze tylko sprawdzę” – jeden dzień z życia osoby z nerwicą natręctw
16 lut

Budzę się i przez ułamek sekundy myślę, że może dziś będzie lepiej. Zasypiając, udało mi się na chwilę nie myśleć, więc liczę, że poranek przyniesie ulgę. Niestety, zanim jeszcze na dobre otworzę oczy, czuję to znajome kołatanie serca. Jakby ktoś wcisnął przycisk „ALARM” dokładnie w momencie przebudzenia. Oddycham płytko. Leżę i patrzę w sufit. Muszę wstać. Muszę iść do pracy. Muszę udawać, że wszystko jest w porządku.

Wstaję mechanicznie. W łazience myję zęby, ale nie pamiętam, czy już to robiłem, więc sprawdzam szczoteczkę. W kuchni robię jajecznicę. Zjem kilka kęsów, reszta zostaje na talerzu. W głowie już układa się lista: klucze, portfel, telefon. Wychodzę z domu. Zamykam drzwi. Sprawdzam klamkę. Jeszcze raz. I jeszcze. Siedem razy. Nie, osiem – osiem to bezpieczna liczba, bo parzysta, przecież nie może być inaczej. A jednak zatrzymuję się i wyciągam telefon. Mam nagranie. Nagrałem moment zamykania drzwi. Oglądam. Widać wyraźnie: drzwi zamknięte. Uff. Ulga, która trwa może pięć sekund.

Bo zaraz pojawia się myśl: a jeśli coś się źle nagrało? Jeśli kamera nie uchwyciła wszystkiego? Oglądam film jeszcze raz. I jeszcze raz – tak dla pewności. Dobrze, drzwi są zamknięte. Ruszam. Po kilku krokach czuję ukłucie w żołądku. A kuchenka? Przecież robiłem jajecznicę. Co, jeśli nie wyłączyłem gazu? A światło?

Jadę do pracy z nadzieją, że tam będzie lepiej. Że zajmę głowę czymś innym. Mijają trzy godziny, a ja jestem nieobecny. Siedzę przy biurku, patrzę w ekran, ale nie wiem, co czytam. Podchodzi do mnie Ania. Ta Ania, zawsze mi się podobała. Coś mówi. Odpowiadam, uśmiecham się nawet, ale po chwili orientuję się, że nie pamiętam ani jednego zdania. Co ja powiedziałem? Czy powiedziałem coś głupiego? A jeśli wyszedłem na idiotę? Ma piękne włosy. Co, jeśli jej to powiedziałem?!

Zaczynam analizować rozmowę krok po kroku. Im bardziej próbuję sobie przypomnieć, tym mniej pamiętam. W głowie narasta chaos. Serce bije coraz szybciej. Jestem pewien, że nie mam u niej żadnych szans. Że się zbłaźniłem. Ten dzień jest nie do wytrzymania. Do domu zostało siedem godzin. Siedem godzin w tym stanie.

I wtedy kolejna myśl: a co, jeśli dom jednak jest otwarty? Co, jeśli ktoś mnie okradł? Albo – co gorsza – co, jeśli zapomniałem wyłączyć kuchenkę i właśnie wszystko stoi w płomieniach? Idę do kierownika. Mówię, że źle się czuję i muszę wyjść. Boję się, że mnie zwolni. Ale zgadza się. Wychodzę, myślę o tym czy mam ubezpieczenie na dom… teraz nie pamiętam.

W drodze do domu myślę o Ani, o pracy, o tym, że pewnie zaraz stracę wszystko, co mam. Serce wali jak oszalałe. Jestem pewien, że zemdleję. Wchodzę do domu. Drzwi zamknięte. Kuchenka wyłączona. Cisza. Siadam na fotelu. Dostaję SMS-a od Ani, tak tej Ani.
„Hej, wszystko dobrze? Wyglądałeś na chorego. Potrzebujesz czegoś?” Odpisać jej? Czy poczekać? Przecież nie pisałaby, gdybym się zbłaźnił…, a może rzeczywiście wyszedłem na idiotę, dlatego do mnie napisała? Nie mam już siły. Myślę tylko: po co ja się tak martwiłem cały dzień? Dlaczego każdy mój dzień tak wygląda? Nie mogę już tak. Chcę być szczęśliwy. Tylko jak mam to zrobić, skoro każdego dnia obiecuję sobie, że to ostatni dzień zmartwień, a potem jest kolejny, kolejny i kolejny…

To był tylko jeden dzień z życia osoby zmagającej się z nerwicą natręctw. Dla wielu ludzi podobne dni są codziennością. Nerwica natręctw (zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne) to nie „nadmierna ostrożność” ani „taka cecha charakteru”. To stan, w którym umysł produkuje natrętne, niechciane myśli, a człowiek próbuje poradzić sobie z lękiem poprzez różnego rodzaju rytuały, sprawdzanie, analizowanie i szukanie stuprocentowej pewności.

Problem polega na tym, że ta pewność nigdy nie przychodzi na długo. Ulga jest chwilowa, a każda kolejna próba „uspokojenia się” wzmacnia mechanizm lęku. Z czasem życie zaczyna kręcić się wokół unikania niepokoju, a nie wokół tego, co naprawdę ważne.

W pracy terapeutycznej skupiam się na zrozumieniu mechanizmów, które podtrzymują lęk i natrętne myśli. Kluczowe jest uświadomienie sobie, że problemem nie są same myśli, ale sposób reagowania na nie. Na sesjach uczymy się rozpoznawać automatyczne schematy: „muszę mieć pewność”, „nie mogę się mylić”, „jeśli nie sprawdzę, stanie się coś strasznego”.

Pracujemy nad zmianą wzorców myślenia i zachowania, krok po kroku. Zamiast walki z myślami — uczymy się je zauważać i pozwalać im być, bez wykonywania kompulsji. To trudne i wymaga odwagi, ale przynosi realną zmianę. Ważnym elementem jest też nauka samowspółczucia: traktowania siebie jak sprzymierzeńca, a nie wroga.

Zawsze podkreślam, że terapia to wspólna praca. To klient wykonuje największy wysiłek, ale nie jest w nim sam. Moim zadaniem jest towarzyszyć, porządkować chaos i pomagać budować nowe sposoby reagowania na lęk.

Jeśli zmagasz się z nerwicą natręctw, pamiętaj: to nie jest domena osób słabych. To bardzo często domena osób, które za długo były silne, odpowiedzialne i czujne. Dobra wiadomość jest taka, że z pomocą terapii można odzyskać jakość życia. Nie przez perfekcyjną kontrolę, ale przez zgodę na bycie człowiekiem — niedoskonałym, ale wystarczającym.

Ada Dudek
Psycholog kliniczny

Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.